Nie ma litości ale są dobrzy ludzie...
Nie ma pewności - jest nadzieja ...
człowiek szukający pereł szuka swej palatynackiej...
czwartek, 25 marca 2010
czwartek, 25 lutego 2010
Chill out room- krótko i na temat
Chill out...czyli moja chwila spokoju, codzienna dawka relaksu...uwielbiam. :)
Me Chi Mai... pod przeszywającym wpływem M jak.... :)
Ennio Morricone - Chi Mai
Me Chi Mai... pod przeszywającym wpływem M jak.... :)
Ennio Morricone - Chi Mai
wtorek, 9 lutego 2010
Muza
Muzy mi brakuje... szukałam wszędzie, poszła sobie gdzieś, gdzie? nie wiem. Wołałam, pukałam, stukałam... Głucho. Sprawdzałam pod łóżkiem i poduszką... w szafie, w łazience...
Muza mnie zdradziła pewnie... a była mi wierną jak duma i przeczucie... Teraz klapa!
Odeszła do innego...człowieka poczciwego, beznamiętnej duszy, organowej suszy...
Muza mnie zdradziła pewnie... a była mi wierną jak duma i przeczucie... Teraz klapa!
Odeszła do innego...człowieka poczciwego, beznamiętnej duszy, organowej suszy...
poniedziałek, 8 lutego 2010
Lokal 48
... wysiadłam z tramwaju, nie znałam tej ulicy wcześniej, czuję się jakbym pierwszy raz przyjechała do miasta. "Wrócę za godzinę, wstaw ziemniaki na obiad do mojego powrotu" - mówiła do telefonu kobieta przechodząca obok. Skręciłam w prawo, wśród bloków z "płyty" miałam znaleźć stary komunistyczny pawilon. Za nim jeszcze kilka metrów prosto...i drugi taki sam.
Mijam staruszkę w okularach i jej psa, potem małolaty - "Hej, widziałaś szpicfrajerki Boba? Nooo, a miecze u dyry? masakra, aż walnęła karpia jak jej dogadałam..."- nic nie zrozumiałam, idę dalej.
Swoją drogą trzeba by kiedyś spisać te rozmowy uliczne... wyrwane z kontekstu zdania, strzępki rozmów telefonicznych, narzekania Polaków marznących na przystankach lub kolejkowy koncert życzeń...
Znalazłam adres, szukam wejścia. "Przepraszam szukam lokalu 48" - " Tak, to tu, na pierwszym piętrze po prawej" - odpowiedziała kobieta z wielką torbą na zakupy, łudząco podobna do mojej nauczycielki z liceum. Ciemny korytarz nie zachęcał do wejścia, na dodatek ten spalony zapach tuszu wydobywający się z pobliskiego punktu ksero... na drzwiach był napis: "Zaraz wracam" i telefon. Żadnego "przepraszam" ani godziny powrotu. "No pięknie" - pomyślałam - "tłukę się przez całe miasto a tu żadnego szacunku dla mojego straconego czasu, jaki ten budynek taka i mentalność..." - klnę w duchu. Dzwonię. Brak odpowiedzi. Ponawiam połączenia. Nic. Czekałam tak piętnaście minut. "O nie! tak się bawić nie będziemy"- powiedziałam na głos. Wyciągnęłam w pośpiechu mój notes, szukam wolnej kartki. Znalazłam jakieś paragony. "O ten się nada!" - paragon z zakupów na sporą sumę.
Napisałam na odwrocie: BYŁ TU KLIENT. JUŻ NIE WRÓCI. MIŁEGO DNIA.
Przypięłam do tej na drzwiach...A niech ma...
Mijam staruszkę w okularach i jej psa, potem małolaty - "Hej, widziałaś szpicfrajerki Boba? Nooo, a miecze u dyry? masakra, aż walnęła karpia jak jej dogadałam..."- nic nie zrozumiałam, idę dalej.
Swoją drogą trzeba by kiedyś spisać te rozmowy uliczne... wyrwane z kontekstu zdania, strzępki rozmów telefonicznych, narzekania Polaków marznących na przystankach lub kolejkowy koncert życzeń...
Znalazłam adres, szukam wejścia. "Przepraszam szukam lokalu 48" - " Tak, to tu, na pierwszym piętrze po prawej" - odpowiedziała kobieta z wielką torbą na zakupy, łudząco podobna do mojej nauczycielki z liceum. Ciemny korytarz nie zachęcał do wejścia, na dodatek ten spalony zapach tuszu wydobywający się z pobliskiego punktu ksero... na drzwiach był napis: "Zaraz wracam" i telefon. Żadnego "przepraszam" ani godziny powrotu. "No pięknie" - pomyślałam - "tłukę się przez całe miasto a tu żadnego szacunku dla mojego straconego czasu, jaki ten budynek taka i mentalność..." - klnę w duchu. Dzwonię. Brak odpowiedzi. Ponawiam połączenia. Nic. Czekałam tak piętnaście minut. "O nie! tak się bawić nie będziemy"- powiedziałam na głos. Wyciągnęłam w pośpiechu mój notes, szukam wolnej kartki. Znalazłam jakieś paragony. "O ten się nada!" - paragon z zakupów na sporą sumę.
Napisałam na odwrocie: BYŁ TU KLIENT. JUŻ NIE WRÓCI. MIŁEGO DNIA.
Przypięłam do tej na drzwiach...A niech ma...
niedziela, 7 lutego 2010
u'pożarowana noc
Godzina 00:15. Zmęczona czytaniem uniosłam powieki i spojrzałam przez okno....
Lubię czasem obserwować jak zapalają się i gasną światła w oknach bloków na przeciwko... czasem liczę je przed snem... zamiast baranów, których policzyć do końca świata nie zdołam...
Naglę zauważyłam łunę światła skierowaną na jeden z 10-piętrowców. " Znowu kręcą film" pomyślałam. Na ulicy kilka migających na niebiesko świateł, dźwięki syren ( ale przecież to we Wrocławiu norma )
W tej samej chwili mój wzrok przykuł blask płomieni. "Chyba to dziewiąte piętro"- myślę. Pożar!
Mnóstwo dymu, płomieni, wszystko tak widoczne na tle białych dachów.
... mam nadzieję, że nikomu nic się nie stało...jutro przeczytam o tym w gazetach...
Na koniec...
Policz: ile jest okien w każdym rzędzie, w ilu jest zgaszone światło?
Bez podglądania! Za to grozi do 3 lat pozbawiania wolności :)
Lubię czasem obserwować jak zapalają się i gasną światła w oknach bloków na przeciwko... czasem liczę je przed snem... zamiast baranów, których policzyć do końca świata nie zdołam...
Naglę zauważyłam łunę światła skierowaną na jeden z 10-piętrowców. " Znowu kręcą film" pomyślałam. Na ulicy kilka migających na niebiesko świateł, dźwięki syren ( ale przecież to we Wrocławiu norma )
W tej samej chwili mój wzrok przykuł blask płomieni. "Chyba to dziewiąte piętro"- myślę. Pożar!
Mnóstwo dymu, płomieni, wszystko tak widoczne na tle białych dachów.
... mam nadzieję, że nikomu nic się nie stało...jutro przeczytam o tym w gazetach...
Na koniec...
Policz: ile jest okien w każdym rzędzie, w ilu jest zgaszone światło?
Bez podglądania! Za to grozi do 3 lat pozbawiania wolności :)
sobota, 6 lutego 2010
Imiennik
...nie napisze Twojego imienia, bo co zapisane zostaje w pamięci na dłużej
nie powiem nic o Tobie, bo to by Cię zdradziło... ale dam Ci IMIĘ...
napiszę więc od siebie... że coś się zdarzyło... że coś się stało...
że IMIĘ mi się śniło...
i powiem to w sekrecie, choć sekretem nie będzie...
nie wiem co z IMIENIEM będzie.
moje do imienia pewnie nie pasuje, za krótkie, za długie...
ale lubię to IMIĘ za jego głos imienny, za myśli twórcze
spójrz w kalendarz, IMIENIA nie znajdziesz...
bo samo to imię jest niebanalne
nie powiem nic o Tobie, bo to by Cię zdradziło... ale dam Ci IMIĘ...
napiszę więc od siebie... że coś się zdarzyło... że coś się stało...
że IMIĘ mi się śniło...
i powiem to w sekrecie, choć sekretem nie będzie...
nie wiem co z IMIENIEM będzie.
moje do imienia pewnie nie pasuje, za krótkie, za długie...
ale lubię to IMIĘ za jego głos imienny, za myśli twórcze
spójrz w kalendarz, IMIENIA nie znajdziesz...
bo samo to imię jest niebanalne
niedziela, 31 stycznia 2010
OTOoni
kWIkowałam... :)
LITI był świetny... nahelowany chłopak o stu pomysłach na minutę, chodzący po kauczukowym dywaniku dabza, spowiadający się ostatni raz trzy miesiące temu i znawca paszoznawstwa.
Hania... koordynatorka, poławiaczka pomysłów w mętnej wodzie widowni, oślepła, zachrypnięta i mało co głucha po takim wieczorze.
Było ich jeszcze kilku... różnych i podobnych do siebie...
Udana polska wersja WLIIE... plus kilka gażetów w postaci półkilometrowego węża w przerwie do toalety, karteczek z przeznaczeniem na gumę do żucia dla Liścia oraz szklanki z miodową wodą :)
Burza mózgów... nie odkryte pokłady ludzkiej pomysłowości, gra słów, teatr talentów scenicznych.
Miałam pomysł na swój kabaret :P
typu
Jabłek nie jadam.
Zmądrzałem...
Adam.
albo
Ciało Pinokia leżało na ziemi, a nad nim złowieszczo krążyły dzięcioły...
albo
No właśnie.... nie mam talentu scenarzysty... dlatego spisuję moje kwiatki do niebieskiego zeszytu od wszystkiego :P ( są tam także ilustracje! )
Wracam do mojego niebieskiego copywriter'a najwyżej zostanę freelancerką :)...
Z dzwoniącym w brzuchu budzikiem CANALIA + :)
LITI był świetny... nahelowany chłopak o stu pomysłach na minutę, chodzący po kauczukowym dywaniku dabza, spowiadający się ostatni raz trzy miesiące temu i znawca paszoznawstwa.
Hania... koordynatorka, poławiaczka pomysłów w mętnej wodzie widowni, oślepła, zachrypnięta i mało co głucha po takim wieczorze.
Było ich jeszcze kilku... różnych i podobnych do siebie...
Udana polska wersja WLIIE... plus kilka gażetów w postaci półkilometrowego węża w przerwie do toalety, karteczek z przeznaczeniem na gumę do żucia dla Liścia oraz szklanki z miodową wodą :)
Burza mózgów... nie odkryte pokłady ludzkiej pomysłowości, gra słów, teatr talentów scenicznych.
Miałam pomysł na swój kabaret :P
typu
Jabłek nie jadam.
Zmądrzałem...
Adam.
albo
Ciało Pinokia leżało na ziemi, a nad nim złowieszczo krążyły dzięcioły...
albo
No właśnie.... nie mam talentu scenarzysty... dlatego spisuję moje kwiatki do niebieskiego zeszytu od wszystkiego :P ( są tam także ilustracje! )
Wracam do mojego niebieskiego copywriter'a najwyżej zostanę freelancerką :)...
Z dzwoniącym w brzuchu budzikiem CANALIA + :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

