kWIkowałam... :)
LITI był świetny... nahelowany chłopak o stu pomysłach na minutę, chodzący po kauczukowym dywaniku dabza, spowiadający się ostatni raz trzy miesiące temu i znawca paszoznawstwa.
Hania... koordynatorka, poławiaczka pomysłów w mętnej wodzie widowni, oślepła, zachrypnięta i mało co głucha po takim wieczorze.
Było ich jeszcze kilku... różnych i podobnych do siebie...
Udana polska wersja WLIIE... plus kilka gażetów w postaci półkilometrowego węża w przerwie do toalety, karteczek z przeznaczeniem na gumę do żucia dla Liścia oraz szklanki z miodową wodą :)
Burza mózgów... nie odkryte pokłady ludzkiej pomysłowości, gra słów, teatr talentów scenicznych.
Miałam pomysł na swój kabaret :P
typu
Jabłek nie jadam.
Zmądrzałem...
Adam.
albo
Ciało Pinokia leżało na ziemi, a nad nim złowieszczo krążyły dzięcioły...
albo
No właśnie.... nie mam talentu scenarzysty... dlatego spisuję moje kwiatki do niebieskiego zeszytu od wszystkiego :P ( są tam także ilustracje! )
Wracam do mojego niebieskiego copywriter'a najwyżej zostanę freelancerką :)...
Z dzwoniącym w brzuchu budzikiem CANALIA + :)
niedziela, 31 stycznia 2010
sobota, 30 stycznia 2010
z dzienniczka małego Pitagorasa
Dziś sobie policzyłam... i nie przechodniów rzecz jasna... ale zagłębiłam się w czystą postać matematyki... stare dobre czasy...
a wszystko przez stary zeszyt ze studiów...
Dla uniwersyteckiej dziewczyny prowadzący z polibudy to świat liczb o których nawet nie miała pojęcia... sala wykładowa na pierwszym piętrze, czarna duża przesuwana tablica i białe znaczki; w tym samym tygodniu kupiłam okulary, usiadłam w trzecim rzędzie i ... polubiłam matematykę...
Bo Twój umysł musi najpierw na jakimś punkcie oszaleć by móc się w tym zakochać...
Teraz już przestałam być uniwersytecka :P ale matematykę nadal lubię...
Moja logiczna logiczność wzbogaciła się o dystans, pokorę i cierpliwość...
I niech licealiści zdają matematykę na maturze, a co! Nauczą się liczyć ale przede wszystkim na siebie.
a wszystko przez stary zeszyt ze studiów...
Dla uniwersyteckiej dziewczyny prowadzący z polibudy to świat liczb o których nawet nie miała pojęcia... sala wykładowa na pierwszym piętrze, czarna duża przesuwana tablica i białe znaczki; w tym samym tygodniu kupiłam okulary, usiadłam w trzecim rzędzie i ... polubiłam matematykę...
Bo Twój umysł musi najpierw na jakimś punkcie oszaleć by móc się w tym zakochać...
Teraz już przestałam być uniwersytecka :P ale matematykę nadal lubię...
Moja logiczna logiczność wzbogaciła się o dystans, pokorę i cierpliwość...
I niech licealiści zdają matematykę na maturze, a co! Nauczą się liczyć ale przede wszystkim na siebie.
czwartek, 28 stycznia 2010
paradoks 4 rycerzy
Heh... przypomniało mi się coś o czym już zapomniałam... PIWALEBA czyli paradoks 4 Rycerzy
To jedyne słowo, które choć sylabizuję... nie przeniosę do następnego wiersza....
a najgorsze jest, że sylab z czasem przybywa... A było to tak...
To jedyne słowo, które choć sylabizuję... nie przeniosę do następnego wiersza....
a najgorsze jest, że sylab z czasem przybywa... A było to tak...
Czterech Rycerzy na konie wsiadało,
każdemu ze zbroi coś wystawało
plecaki to były ze szmat pozszywane
a w nich wady ich zapakowane
każdy miał inny wedle pomysłu,
upodobania, wiedzy oraz umysłu
Co w nich było się nie dowiecie
bo to ich skarby, nie wasze przecież
Jechali na bitwę o zamek, królestwo,
wszyscy liczyli na godne zwycięstwo
Droga była długa, męcząca i trudna,
nagrodą księżniczka nie ładna i głupia
ważne że wojna, zdobycz i walka
mówili, nie wiedząc jaka ich czeka porażka
dotarli na miejsce i co wyszło na jaw...
smoki? potwory? skąd, bez obaw
nie było bitwy, ni krwi przelewania
i na cóż była ta podróż nieznana
królewna wybrała, ni konia ni jeźdźca
lecz plecak, to był zwycięzca!
Wrócili pokonani i nie chwałą okryci
nie myśleli, że ich panna tak zawstydzi
tu nie ma morału, ale nauka jedna
każda wada na wojnie - bezwzlędna
każdemu ze zbroi coś wystawało
plecaki to były ze szmat pozszywane
a w nich wady ich zapakowane
każdy miał inny wedle pomysłu,
upodobania, wiedzy oraz umysłu
Co w nich było się nie dowiecie
bo to ich skarby, nie wasze przecież
Jechali na bitwę o zamek, królestwo,
wszyscy liczyli na godne zwycięstwo
Droga była długa, męcząca i trudna,
nagrodą księżniczka nie ładna i głupia
ważne że wojna, zdobycz i walka
mówili, nie wiedząc jaka ich czeka porażka
dotarli na miejsce i co wyszło na jaw...
smoki? potwory? skąd, bez obaw
nie było bitwy, ni krwi przelewania
i na cóż była ta podróż nieznana
królewna wybrała, ni konia ni jeźdźca
lecz plecak, to był zwycięzca!
Wrócili pokonani i nie chwałą okryci
nie myśleli, że ich panna tak zawstydzi
tu nie ma morału, ale nauka jedna
każda wada na wojnie - bezwzlędna
Subskrybuj:
Posty (Atom)
