Tyle mysli niezapisanych, tyle słów niewypowiedzianych... czas dzielnie zniósł moją abstynencję pisarską. Jak to zwykle bywa po takim długim czasie, nazbierało się trochę nowych pomysłów.
Czas jednak łagodzi kąty, z kwadratu robi kulę i wcześniejsze wydarzenia z tej perspektywy wydają sie mało ważne dlatego po co i nich pisać...
Mówić należy wyraźnie, zwięźle, krótko i na temat... tak przeczytałam w poradniku telefonowania z początku lat 70tych. Dziś rozmawia się godzinami i zwykle o głupotach po czym, po skończonej rozmowie, prawie zawsze jest "replay" a jak trzeba zadzwonić po karetkę to się wygęgać w trzech zdaniach mało kto umie.
Mój nastrój w ostatnich dniach zaliczyłabym do tych z cyklu bojowych, więc po okresie kolorowej żelki będę ostra jak tabasco i twarda jak mrożony kawał schabu! I denerwować się już też nie będę i ulegać też.
Wszystko za sprawą błahej sprawy bo jakżeby inaczej, mojej dumnej pierogowatości i wrodzonej łaskawości dla głupoty tego możnego świata.
Stąd APEL: mniej cwaniactwa, więcej szczerej chęci.
poniedziałek, 6 września 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz