sobota, 6 lutego 2010

Imiennik

...nie napisze Twojego imienia, bo co zapisane zostaje w pamięci na dłużej
nie powiem nic o Tobie, bo to by Cię zdradziło... ale dam Ci IMIĘ...

napiszę więc od siebie... że coś się zdarzyło... że coś się stało...
że IMIĘ mi się śniło...
i powiem to w sekrecie, choć sekretem nie będzie...
nie wiem co z  IMIENIEM będzie.

moje do imienia pewnie nie pasuje, za krótkie, za długie...
ale lubię to IMIĘ za jego głos imienny, za myśli twórcze

spójrz w kalendarz, IMIENIA nie znajdziesz...

bo samo to imię jest niebanalne

niedziela, 31 stycznia 2010

OTOoni

kWIkowałam... :)

LITI był świetny... nahelowany chłopak o stu pomysłach na minutę, chodzący po kauczukowym dywaniku dabza, spowiadający się ostatni raz trzy miesiące temu i znawca paszoznawstwa.
Hania... koordynatorka, poławiaczka pomysłów w mętnej wodzie widowni, oślepła, zachrypnięta i mało co głucha po takim wieczorze.
Było ich jeszcze kilku... różnych i podobnych do siebie...

Udana polska wersja WLIIE... plus kilka gażetów w postaci półkilometrowego węża w przerwie do toalety, karteczek z przeznaczeniem na gumę do żucia dla Liścia oraz szklanki z miodową wodą :)



Burza mózgów... nie odkryte pokłady ludzkiej pomysłowości, gra słów, teatr talentów scenicznych.
Miałam pomysł na swój kabaret :P
typu
Jabłek nie jadam.
Zmądrzałem...
Adam.

albo
Ciało Pinokia leżało na ziemi, a nad nim złowieszczo krążyły dzięcioły...

albo
No właśnie.... nie mam talentu scenarzysty... dlatego spisuję moje kwiatki do niebieskiego zeszytu od wszystkiego :P ( są tam także ilustracje! )
Wracam do mojego niebieskiego copywriter'a najwyżej zostanę freelancerką :)...

Z dzwoniącym w brzuchu budzikiem CANALIA + :)

sobota, 30 stycznia 2010

z dzienniczka małego Pitagorasa

Dziś sobie policzyłam... i nie przechodniów rzecz jasna... ale zagłębiłam się w czystą postać matematyki... stare dobre czasy...
a wszystko przez stary zeszyt ze studiów...
Dla uniwersyteckiej dziewczyny prowadzący z polibudy to świat liczb o których nawet nie miała pojęcia... sala wykładowa na pierwszym piętrze, czarna duża przesuwana tablica i białe znaczki; w tym samym tygodniu kupiłam okulary, usiadłam w trzecim rzędzie i ... polubiłam matematykę...
Bo Twój umysł musi najpierw na jakimś punkcie oszaleć by móc się w tym zakochać...
Teraz już przestałam być uniwersytecka :P ale matematykę nadal lubię...

Moja logiczna logiczność wzbogaciła się o dystans, pokorę i cierpliwość...

I niech licealiści zdają matematykę na maturze, a co! Nauczą się liczyć ale przede wszystkim na siebie.

czwartek, 28 stycznia 2010

paradoks 4 rycerzy

Heh... przypomniało mi się coś o czym już zapomniałam... PIWALEBA czyli paradoks 4 Rycerzy

To jedyne słowo, które choć sylabizuję... nie przeniosę do następnego wiersza....
a najgorsze jest, że sylab z czasem przybywa... A było to tak...

Czterech Rycerzy na konie wsiadało,
każdemu ze zbroi coś wystawało
plecaki to były ze szmat pozszywane
a w nich wady ich zapakowane
każdy miał inny wedle pomysłu,
upodobania, wiedzy oraz umysłu
Co w nich było się nie dowiecie
bo to ich skarby, nie wasze przecież
Jechali na bitwę o zamek, królestwo,
wszyscy liczyli na godne zwycięstwo
Droga była długa, męcząca i trudna,
nagrodą księżniczka nie ładna i głupia
ważne że wojna, zdobycz i walka
mówili, nie wiedząc jaka ich czeka porażka
dotarli na miejsce i co wyszło na jaw...
smoki? potwory? skąd, bez obaw
nie było bitwy, ni krwi przelewania
i na cóż była ta podróż nieznana
królewna wybrała, ni konia ni jeźdźca
lecz plecak, to był zwycięzca!
Wrócili pokonani i nie chwałą okryci
nie myśleli, że ich panna tak zawstydzi
tu nie ma morału, ale nauka jedna
każda wada na wojnie - bezwzlędna




środa, 23 września 2009

modlitwa do jutra

Wiesz, boję się... bój się ze mną... a potem znajdź w sobie odwagę i mi ją daj...

mój wrzesień

Wrzesień potrafi być piękny o ile ma się pustą głowę... moja jest pełna "myśli zamkniętych w szkatułki ze słów" ...
Swoją drogą zawsze mi się myli:
szkatułki - szpatułki
filtrować - flirtować
Taka już ta moja głowa... na wierzchu a zajrzeć do niej nie sposób; jak bombonierka...

fot. Drzwi na ul. Kołłątaja we Wrocławiu

poniedziałek, 11 maja 2009

A nie mówiłam...?

a w oczach moich utoniesz... a dłoni moich nie będziesz chciał puścić... wzroku odrywać,

będziesz mój uśmiech prowokować... grzywkę z czoła odsłaniać,

będziesz szukać pretekstu, pisać i dzwonić by przed snem znowu usłyszeć,

sam siebie nie zrozumiesz... jak w otchłań się rzucisz,

powiesz czego nie mówiłeś, zrobisz czego się wstydziłeś,